Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Geje i i lesbijki wspierają górników. Rozmowa ze współzałożycielem grupy LGSM, która w latach 80. wspierała strajki w Walii.

  • Dział: Społeczeństwo
https://binarythis.files.wordpress.com/2014/11/lgsm-banner-pride-1985.jpg https://binarythis.files.wordpress.com/2014/11/lgsm-banner-pride-1985.jpg

“Kiedy walczysz przeciwko potężniejszym i silniejszym od ciebie, najwspanialszym uczuciem na świecie jest odkrycie, że masz sojusznika, o którego istnieniu wcześniej nie wiedziałeś.”

Niedawno na ekrany kin wszedł wyprodukowany w zeszłym roku angielski film Dumni i Wściekli. Opowiada on historię grupy gejów i lesbijek, która w 1984 r. postanowiła wesprzeć strajk walijskich górników. Sojusz homoseksualistów z pozornie konserwatywnymi górnikami zarówno wtedy, jak i dziś wydaje się nieprawdopodobny. A jednak ta historia wydarzyła się naprawdę.

Jest rok 1984, rząd Margaret Thatcher wprowadza plan znacznego ograniczenia zatrudnienia w górnictwie oraz prywatyzacji i likwidacji części kopalń. Już pierwsza próba zamknięcia kopalni w Yorkshire spotyka się z oporem pracowników i lokalnej społeczności. Wkrótce w Anglii wybucha strajk, do którego przystępuje 140 tys. górników. Dochodzi do bezpośrednich konfrontacji z policją oraz specjalnymi oddziałami wyspecjalizowanymi do tłumienia zamieszek i starć w Irlandii Północnej. Setki osób są aresztowane. Strajk wybucha także w niewielkiej miejscowości na południu Walii.

W tym samym czasie walkę o swoje prawa toczą także środowiska homoseksualne. Mimo, iż w 1967 r. zniesiono przepisy zakazujące kontaktów homoseksualnych, “publiczne manifestowanie” własnej orientacji seksualnej jest wciąż zabronione. Każdego dnia lesbijki i geje narażeni są na policyjne prowokacje, przez które wielu z nich trafia do więzienia. Atakują ich także media i konserwatywny rząd.

Na przełomie 1984 i 85 r. kilkunastoosobowa grupa homoseksualistów zauważa, że nie tylko ich środowisko zmuszone jest stawiać opór władzy. Chcąc przełamać ograniczenia własnego ruchu, powołują do życia projekt o nazwie LGSM - geje i lesbijki wspierają górników. Stoi przed nimi olbrzymie wyzwanie. Na początku muszą przekonać do własnej inicjatywy inne osoby z własnego środowiska. Część z nich woli jednak skupić się na swoich sprawach wspierając np. chorych na AIDS. Inni nie chcą  współpracować z konserwatywnymi, małomiasteczkowymi społecznościami, przed którymi uciekli do Londynu. W odpowiedzi na podobne postawy główny bohater filmu Mark stwierdza: „Jeśli istnieje ktokolwiek, kto odczuł na własnej skórze, co przeżywają górnicy, to tylko my”. Jego środowisko, dyskryminowane, szykanowane, stale spychane na margines, decyduje się na zorganizowanie zbiórki funduszy dla strajkujących górników. Kiedy okazuje się, że są najlepiej zorganizowaną grupą wspierającą górników, zostają zaproszeni do Walii. Tam czeka ich kolejne wyzwanie. Muszą nawiązać bezpośrednie relacje z górniczą społecznością, która funkcjonuje w zupełnie innych realiach. Część lokalnych mieszkańców jest otwarta na londyńskich towarzyszy, inni nie chcą pozwolić na podobne sojusze.

Połowa lat 80. nie była łatwym okresem ani dla homoseksualistów, ani strajkujących górników. Dzięki własnemu samozaparciu i otwartości obie grupy odkryły jednak, że mają przyjaciół i sojuszników pośród tych, po których nigdy by się tego nie spodziewali. „The Guardian” uznał Dumnych i Wściekłych za najbardziej budujący film roku. Z pewnością historia ta pokazuje, że przełamanie podziałów między grupami doznającymi ucisku jest możliwe. Okazuje się także, że podziały te mogą być wyolbrzymione a nawet fikcyjne, zbudowane głównie na stereotypach i lękach wobec nieznanego. Walijski górnik Cliff puentuje zasadnicze przesłanie filmu w kilku prostych zdaniach: „Oto czym jest ruch pracowniczy, czym być powinien. Ty wspierasz mnie, ja wspieram ciebie. Kimkolwiek jesteś. Skądkolwiek pochodzisz. Ramię w ramię, ręka w rękę”. Mimo, iż historia przedstawiona w angielskiej komedii wydarzyła się 30 lat temu, problemy w niej poruszane są wciąż żywe. Warto powrócić do doświadczeń ówczesnego ruchu i wyciągnąć z nich przydatną lekcje solidarności bez względu na wiek, orientacje seksualną, płeć, wykształcenie, czy pochodzenie.


Wywiad z Mikiem Jacksonem, współzałożycielem inicjatywy Lesbijki i Geje Wspierają Górników (LGSM).

IP (Inicjatywa Pracownicza): W Polsce nie mamy pojęcia o walkach toczonych w latach 80. przez środowiska homoseksualne w Wielkiej Brytanii. Czy możesz opisać problemy, z jakimi się wówczas borykaliście?

MJ (Mike Jackson): Pierwsze istotne kampanie dotyczące praw osób homoseksualnych rozpoczęły się w latach 60. z inicjatywy Allana Horsfalla. Allan pochodził z górniczego miasteczka, gdzie nigdy nie miał żadnych problemów z lokalną ludnością. Takie społeczności często okazują się tolerancyjne, to władze stwarzają nam trudności. Bycie gejem było wtedy nielegalne. Dopiero w 1967 r. wprowadzono “Sexual Ofencies Act” znosząc kryminalizację homoseksualizmu. Mimo to prawo w dalszym ciągu nas nie chroniło. Z powodu orientacji seksualnej ludzie tracili pracę, matkom-lesbijkom ograniczano prawa rodzicielskie, policja łamiąc prawo, wysyłała prowokatorów do miejsc naszych spotkań. Były to tzw. “ładne pały” - młodzi, przystojni policjanci, ubrani w seksowne ciuchy, którzy umyślnie cię uwodzili i ostatecznie lądowałeś w więzieniu. W 1984 r., gdy trwał już strajk górników, urząd celny pod pretekstem posiadania obscenicznych materiałów skonfiskował z prowadzonej przez nas księgarni większość literatury. Nie była to pornografia, tylko normalne książki. Policja organizowała regularne naloty na kluby i puby gejowskie, nie mieli ku temu żadnych powodów, po prostu nas gnębili. W 1970 r. na Londyńskim Uniwersytecie Ekonomicznym powstał Front Wyzwolenia Gejów. Jego inicjatorzy różnili się od organizatorów Kampanii na Rzecz Równouprawnienia Homoseksualistów bardziej bojowym podejściem. W tym samym czasie stworzyliśmy także Gejowski Telefon Zaufania co znacznie ułatwiło nam organizowanie się. Linia była dostępna w całej Anglii, umożliwiając nam zbudowanie sieci kontaktów między wyobcowanymi ludźmi. W latach 80. scena gejowska zaczęła się komercjalizować. Wcześniej byliśmy skupieni na kampaniach, dzięki działaniom politycznym mogliśmy wyjść z izolacji. Stanowiliśmy wspierającą się społeczność, która była zorientowana na zmianę społeczeństwa i wzajemną opiekę. W wyniku komercjalizacji to wszystko się zmieniło.

IP: Kim były osoby tworzące LGSM?

MJ: Grupa została założona przeze mnie i Marka. Podczas demonstracji “Gay Pride” w 1984 r. to my zaczęliśmy zbierać pieniądze dla górników. Pod wpływem dyskusji między uczestnikami marszu i widząc narastającą w ludziach złość, Mark zorganizował spotkanie. Przyszło na nie kilkanaście osób, głównie jego znajomi: członkowie socjalistycznych ugrupowań gejowsko-lesbijskich, czy socjaliści powiązani z Partią Pracy. Mark był sekretarzem generalnym Ligi Młodych Komunistów i znał bardzo dużo ludzi związanych z ruchem pracowniczym. Inicjatywa ta szybko zaczęła się rozwijać, na kolejnych spotkaniach pojawiało się 50-60 osób.

IP: Dlaczego zdecydowaliście się wesprzeć górników?

Uważaliśmy, że wiele nas z nimi łączy. Ówczesny rząd w podobny sposób zwalczał zarówno nas jak i ich, z wykorzystaniem choćby policji czy mediów. Celowo rozpuszczano nieprawdziwe informacje o górnikach, aby ich zdyskredytować. Margaret Thatcher określała ich “wrogiem wewnętrznym”, Torysi nadali im miano motłochu. Przedstawiani byli jako agresywni brutale. Media były równie zakłamane. Pewne tytuły planowały publikację sfałszowanej fotografii lidera górników wykonującego gest Sieg Heil. Związek zawodowy drukarzy zmusił jednak gazetę do odstąpienia od tego pomysłu, grożąc strajkiem. Homoseksualiści od dawna zmagali się z podobnymi szykanami. Byliśmy demonizowani przez media, rząd i policję. Ludzie notorycznie trafiali do aresztów, nawet pojawienie się pod domem znajomego geja, mogło być przez władze uznane za najście. Dopóki kapitaliści nie mogą sobie pozwolić, aby bezkarnie do nas wszystkich strzelać muszą utrzymywać olbrzymią machinę propagandy, demonizując niektóre grupy i w ten sposób dzieląc społeczeństwo. Przeciwstawimy się temu jedynie poprzez wzajemną solidarność.

IP: Jak wyglądały początki współpracy londyńskiej LGSM z małomiasteczkową, górniczą społecznością?

MJ: Kiedy zdecydowaliśmy się odwiedzić górników, byliśmy świadomi, że mogą nas nie tolerować. Obawiam się, że w 1984 r. seksizm, rasizm i homofobia były wpisane w ruch pracowniczy. Staraliśmy się to jednak zmieniać. Czarni zwalczali rasizm w związkach zawodowych, feministki seksizm, a geje homofobię. W rzeczywistości jednak w Du lais nie spotkaliśmy się z żadnymi opresyjnymi zachowaniami czy nietolerancją. Po tym jak na spotkaniu komitetu organizacyjnego odczytano pierwszy list, który do nich napisaliśmy, wszyscy zgromadzeni wybuchnęli gromkim śmiechem. Kiedy tylko emocje opadły, górnicy zaczęli zastanawiać się nad swoją reakcją, co wywołało w szerszą debatę na temat seksualności, polityki i strajku. Dla mnie była to rewolucja w praktyce. Tym samym grupa, która z różnych powodów nas nie akceptowała była zupełnie marginalna. Większość zdecydowała, że będzie nas traktować tak samo jak wszelkie inne grupy wsparcia.

Górnicy w całym kraju co kilka miesięcy organizowali “weekendy integracyjne”, ich zwolennicy mogli się z nimi spotkać, spędzić razem trochę czasu, to pomagało w budowie i utrzymywaniu więzów solidarności. Na pierwszą wizytę w Walii pojechaliśmy 25 osobową grupą. Były tam obecne także inne środowiska organizujące wparcie m.in. drukarze i pracownicy samorządowi, nas przyjechało jednak najwięcej. Kiedy weszliśmy do ośrodka górników, zobaczyliśmy ok. 300 osób w różnym wieku, dookoła biegały dzieci, którymi zajmowali się ich dziadkowie i babcie, na scenie grała kapela. Po naszym wejściu w sali zapadła całkowita cisza, czuliśmy się niezręcznie wiedząc, że spowodowała to nasza obecność. Po chwili wszyscy zaczęli klaskać, cała sala składała nam aplauz. Dla każdego z nas było to niezwykle ważne doświadczenie. Jeśli, tak jak ja, pochodziłeś z rodziny robotniczej, to pragnąłeś przede wszystkim akceptacji niezależnie od prezentowanej tożsamości seksualnej. To właśnie ofiarowali nam górnicy z Walii. Działalność nauczyła mnie, że kiedy spotykasz się z ludźmi twarzą w twarz, wszystkie uprzedzenia znikają, ponieważ często opierają się na błędnych informacjach.

IP: Czy możesz opowiedzieć, jak na waszą kampanię reagowali inni homoseksualiści?

MJ: Najczęściej krytykowano nas za to, że wspieraliśmy górników a nie ludzi z naszego środowiska. Zaczęło być wtedy głośno o AIDS, więc pojawiały się pytania, dlaczego nie angażujemy się w kampanie dotyczące tej choroby? Prawda była taka, że wszyscy byliśmy działaczami i robiliśmy to tak czy inaczej, a oskarżenia padały z ust osób, które nie robiły kompletnie nic. Istniała także grupa konserwatywno-liberalnych gejów, którzy w odpowiedzi na naszą działalność zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla łamistrajków. Co interesujące, jako LGSM zebraliśmy 22 tys. funtów, natomiast konserwatyści przekazali łamistrajkom jedynie 25 funtów. Ataki na naszą kampanie pojawiały się też w gejowskiej prasie. Ostatecznie jednak cała inicjatywa zakończyła się zwycięstwem naszego środowiska. Przez wiele lat bezskutecznie staraliśmy się, aby kwestia równouprawnienia gejów weszła do programu związków zawodowych. Zmieniło się to tylko dzięki poparciu jakie otrzymaliśmy od górników na Kongresie Związków Zawodowych w 1985 r. W tym samym roku wsparli oni znacznymi siłami demonstrację “Gay Pride” i zaangażowali się w pomoc charytatywną dla chorych na AIDS. Kiedy zaczęliśmy współpracę z górnikami, nie oczekiwaliśmy od nich niczego w zamian, zrobiliśmy to, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę ze znaczenia ich protestu. Thatcher pacyfikację górników tłumaczyła kwestiami ekonomicznymi, faktycznie chodziło o to, żeby zniszczyć angielski ruch związkowy. Górnicy stanowili wtedy najsilniejszą grupę robotniczą, w 1974 r. doprowadzili do załamania się rządów Torysów. Thatcher postanowiła się zrewanżować realizując założenia dokumentu o nazwie “Ridley Report”. Przedstawiał on dokładną strategię pokonania strajkujących górników, głównie fragmentaryzację i prywatyzację kopalń oraz osłabienie związków zawodowych.

IP: Część historii przedstawionych w filmie jest fikcyjna. Wspomniałeś wcześniej o tym, że społeczność górników była o wiele przyjaźniej do was nastawiona niż ujęto to w scenariuszu. Co jeszcze zostało w filmie zmienione?

MJ: To prawda, że zostaliśmy w Walii przyjęci lepiej, niż ukazuje to film. Wówczas w Anglii strajkowało ok. 190 tys. górników i błędne byłoby twierdzenie, że nie występowała wśród nich homofobia. W Dulais starali się z tym uporać, zanim przyjechaliśmy. Uważam więc, że mimo wszystko film dobrze oddaje obraz ówczesnej rzeczywistości. Poza tym fikcyjnym lecz bardzo istotnym elementem filmu jest Bromley. To młody chłopak, który początkowo musi wymykać się z domu, żeby wziąć udział w marszu gejów. Przez rok aktywności politycznej dorasta, nabiera pewności siebie, podczas demonstracji kończącej film trzyma główny transparent. Ta postać jest też ważna ze względu na swoją matkę, która nie toleruje gejów. Nie wynika to jednak stąd, że jest okropną osobą, po prostu uwierzyła we wszystkie nonsensowne opinie o homoseksualistach i próbuje przełożyć je na syna. Boi się, że będzie samotny, że będzie musiał ukrywać swoją tożsamość. Oglądając film wiemy jednak, że samotność to ostatnia rzecz, która mu doskwiera. Dzięki aktywności zyskał licznych przyjaciół, uczył się nowych rzeczy, czuł się silniejszy. Wielu z nas miała bardzo podobne doświadczenia.

IP: Mówiąc o doświadczeniach, jak z perspektywy czasu oceniasz, to czego dokonaliście?

MJ: Sytuacja homoseksualistów zdecydowanie się poprawiła. Spoglądając na to w szerszym kontekście muszę jednak stwierdzić, że przegraliśmy. Wygrał rząd Torysów, któremu udało się znacznie osłabić związki zawodowe. W 1979 r., kiedy Thatcher została premierem, w Anglii było 14 mln związkowców, stanowili oni 50% wszystkich robotników, teraz jest to 6.5 mln, ok. 24% robotników. To jednak wciąż znacząca liczba, 6.5 mln osób! Mam nadzieję, że wkrótce ruch pracowniczy powstanie z kolan, dzięki czemu wszyscy zdobędziemy siłę.

IP: Udało się wam jednak osiągnąć coś istotnego. Przełamaliście stale podsycane przez władze podziały wewnątrz klasy robotniczej. Bez tego walka z systemem kapitalistycznym jest niemożliwa. Jaka jest najważniejsza lekcja jaką możemy wyciągnąć z waszych działań?

MJ: Jestem Marksistą, dlatego zawsze będę uważał, że główna oś konfliktu przebiega między kapitałem a pracą. Na tym gruncie od lat nic się nie zmieniło, wciąż uczestniczymy w tej samej walce. Różnica jest tylko taka, że obecny ruch pracowniczy został znacznie osłabiony przez neoliberalizm. Ponadto nasi przedstawiciele w rządzie do niczego się nie nadają. Chodzi mi np. o partie pracy w różnych krajach na świecie. Tony Blair próbował ściągnąć do Anglii biznes, chwaląc się bardzo uregulowanym prawem dotyczącym związków zawodowych. Nie dziwi mnie jeśli takie słowa padają z ust Torysów, ale Blair był liderem Partii Pracy! Myślę, że pod niektórymi względami cofamy się do XIX w. Czego się nauczyłem? Że musimy wrócić do podstaw. Związki zawodowe to wciąż jedna z niewielu instytucji reprezentujących pracowników, niebawem na nowo mogą one stać się ważnym graczem. Przy czym dzisiejszy ruch pracowniczy jest bardziej otwarty niż kiedyś. Obecnie w angielskich związkach jest trochę więcej kobiet niż mężczyzn, to pierwszy taki przypadek w historii. W związkach działa też bardzo bojowa społeczność LGBT. Jest jedna rzecz, której kapitał naprawdę się boi, to solidarność ludzi pracy. Jeśli kiedykolwiek ją osiągniemy, wówczas złamiemy reguły reprodukcji kapitału. To my tworzymy bogactwo, nie oni, bogactwo pochodzi z naszej pracy. Neoliberałowie kłamią, twierdząc, że jest ono wytwarzane przez banki i kapitalistów, to nonsens. W przeciągu ostatnich kilku lat płace w Anglii gwałtownie spadły. Gdzie się podziały nasze pieniądze? Zostały przejęte przez bogatych. Musimy zatrzymać ten proces. Dokonamy tego jedynie dzięki wspólnej walce. Oczywiście, kiedy zajdzie taka potrzeba będziemy musieli łamać prawo. Jeśli mamy złe ustawodawstwo, które zaprzecza ideałom demokracji, a takie są regulacje uderzające w związki zawodowe, musimy je kwestionować. Nawet tak słynne osoby jak Nelson Mandela działały wbrew złym przepisom. Czasami musimy się po prostu pozbyć szkodliwych praw i złych władz.

IP: Po tym jak “Dumni i Wściekli” odnieśli światowy sukces, reaktywowaliście LGSM. Czym się obecnie zajmujecie?

MJ: Dołączyło do nas sporo nowych, inteligentnych, młodych i zaangażowanych osób. Razem wspieramy Fundację Marka Ashtona pomagającą chorym na AIDS. Wspomagamy też górników z Some w Turcji, gdzie w zeszłym roku w jednej z kopalń zginęło ponad 200 osób. Fundusze przekazujemy przez turecką grupę LGBT “Kaos”, która wzoruje się na LGSM.

Niedawno zamknięto ostatnią kopalnie w Walii. Dlatego półtora roku temu część górników, m.in. syn Dai Donovan, przeprowadził się z całą rodziną do Yorkshire na północy Anglii. Obecnie tamtejsze kopalnie są jednak również zagrożone likwidacją. Dai zwrócił się o wsparcie do nas. Cała tamtejsza społeczność górników poparła ten pomysł. W styczniu pojechaliśmy tam, prowadząc większą kampanię w obronie górnictwa, razem z aktorami grającymi w filmie. Być może kiedyś będzie okazja spotkać się z górnikami lub innymi grupami protestującymi w Polsce.

IP: Powiedziałeś, że w Walii zamknięto już wszystkie kopalnie. Co stało się z Dulais Valley? Czy wciąż macie kontakt z tamtejszą społecznością?

MJ: Tak, planujemy ich wkrótce odwiedzić z okazji rocznicy zakończenia strajku. Po zlikwidowaniu zakładów górniczych region podupadał. Odnotowuje się tam coraz więcej uzależnień od narkotyków, szerzy się alkoholizm. Bezrobocie jest bardzo wysokie, jeśli chcesz dostać pracę, musisz dojeżdżać lub przeprowadzić się do któregoś z większych miast. Dostępne etaty są zazwyczaj na śmieciowych umowach i za minimalne stawki. Dochody mieszkańców znacząco spadły. Wiedzieliśmy, że tak się stanie. Jednym z naszych postulatów 30 lat temu, było niedopuszczenie do wyniszczenia całych społeczności. Obecnie rząd próbuje stwarzać pozory, że wspiera podobne miejsca, od czasu do czasu rzucając tam trochę kasy, to jednak za mało, żeby coś zmienić.

IP: Wracając do wspomnianych przez ciebie górników z Polski. Jak w latach 80. zareagowaliście na wieść o eksporcie polskiego węgla do Anglii, kiedy trwał strajk?

MJ: Odbyliśmy na ten temat dużą dyskusję w ramach LGSM. Generalnie wywołało to konsternację wśród członków angielskiej lewicy, ponieważ w oczywisty sposób szkodziło to protestowi. Jednocześnie jednak polscy górnicy przysyłali strajkującym w UK jedzenie. Takie historie się powtarzają, ludzie na dole najczęściej są świadomi tego, co się dookoła nich dzieje i okazują sobie nawzajem wsparcie. To władza w różnej postaci, łącznie z partiami politycznymi i żółtymi centralami związkowymi wszystko niszczy, pozostając przy tym bezkarna. Niektóre sytuacje pokazują jednak, ile jest w nas siły. Strajk angielskich górników w latach 80. był jak wojna domowa. Na stacjach londyńskiego metra i w wielu innych miejscach różne grupy zbierały dla nich pieniądze, pomimo że oznaczało to policyjne represje. Ci, którzy nigdy nie byli aktywni, nagle zaczęli się społecznie angażować. W stolicy organizowano masę działań solidarnościowych i spotkań informacyjnych. Ta walka nas jednoczyła. Górnicy tacy jak Dai właściwie tu mieszkali, co sprzyjało też podtrzymywaniu naszej przyjaźni.

Martin Shakeshaft

fot. Martin Shakeshaft